Wydajemy sami!

Nie ma tak, żeby było prosto i z górki. Co chwila było inaczej i karuzela możliwości, a raczej szukanie dróg w gąszczu przeszkód powodowała, że sami nie wiedzieliśmy na czym stoimy. Szarpaliśmy się długo. Chcieliśmy by wszystko brzmiało tak jak sobie wymyśliliśmy i działało tak jak chcemy. Mieliśmy kilka propozycji, ale też i nie każdą oferencję można przyjąć. Nie było łatwo, ale teraz już wszystko wiadomo!

Stefan pobłogosławił z wysokości! WYDAJEMY PŁYTĘ SAMI! Zagryźliśmy zęby jeszcze bardziej i jeszcze mocniej ścisnęliśmy pośladki, rozbiliśmy dzieciom ostatnią świnkę i zdefraudowaliśmy fundusze na pierwszą komunię i ostatnią posługę i… dostaliśmy pomoc z zewnątrz.
Niebawem szczegóły – okładka, data, może jakiś numer. Może jeszcze coś…