Poker

Kiedy po długiej przerwie wreszcie zaczęliśmy coś dłubać, najpierw tylko we dwóch z Markiem, kiedy pierwszy raz od bardzo dawna przyjechałem do niego do domu – zaczął grać właśnie ten temat. Carmelita nagrywała nas na aparat fotograficzny, a myśmy się zastanawiali jak to ugryźć i jak się wtrybić w muzyczną pracę. Jeszcze nie było składu, ale już zaczynaliśmy. Marek grał w kółko ten sam temat i obaj staliśmy oczadziali dawno nie słyszanym hałasem. Jakbyśmy się kąpali w deszczu. Marek grał przyśpieszając co obrót, ja coś bulgotałem po norwesku, a gęby nam się śmiały coraz szerzej. I tak przez dwie godziny…
I paradoksalnie – ten numer zrobiliśmy jako jeden z ostatnich. Bo przez dłuższy czas nie było na niego pomysłu, a pchały nam się nowe numery, niejako gotowe od urodzenia. Nie bez tego, że co jakiś czas następowało zawirowanie – roszady w składzie – to nie pomagało w spokojnym tworzeniu. Każdy przychodzący muzyk musiał z nami przerobić dotychczasowy program, a dopiero potem przystępowaliśmy do tworzenia nowych rzeczy.
I w końcu na którejś z prób przypomniał mi się ten motyw gitarowy… Marek zaczął grać i nagle numer zaczął żyć – wszyscy zaczęli coś podgrywać i kawałek popędził jakbyśmy go grali od miesięcy. Oczywiście później nastąpiła żmudna praca nad dokręcaniem śrubek i doklejaniem smaczków, ale już był. A tekst? Kolejny manifest starszego pana który dokładnie i do końca uświadomił sobie, że już na pewno nie dorośnie. Że koniec z tłumaczenia się że tak ma i tak chce. I że nawet jeśli jutro ma się skończyć…

nie będę tańczył tak, jak mi zagracie
ale zagram tak, byście tańczyli
będę grał w pokera o życie
i nie zmarnuję ani chwili

a póki co, wbijam asa w stół
i stawiam świat na jedną kartę
nawet jeśli ma się jutro skończyć
to niech dziś będzie coś warte!


< WSTECZ | DALEJ >