Okoliczności łagodzące

Nie robimy złych numerów. To nie jest buńczuczna deklaracja producenta hitów, tylko jeżeli nam się jakiś numer nie podoba, to jeżeli nie da się go poprawić – po prostu go zostawiamy. Czyli nie robimy numerów które się nam nie podobają. Ale czasem zdarza się, że robimy jakiś numer i od razu przechodzą nas dreszcze. Od razu wiemy że będzie zajebisty. I tylko trzeba uważać by nie przedobrzyć. Pozwolić mu żyć. Nie spierdolić.
Ten temat Marek przyniósł na próbę w lecie. I nawet się zwyczajowo nie krygował, tylko od razu podpiąwszy się (nawet nie bardzo się stroił), z grymasem dumnego i świadomego geniusza zaczął napierdalać. A my staliśmy chwilę oniemiali. A później każdy się włączył do rwącej rzeki i dalejże płynąć wściekłym strumieniem z góry. Numer powstał właściwie na dwóch próbach.
Tekst do tego numeru napisałem już dawno. Często jest tak, że nie piszę nic przez rok, a później – jak z rozprutego wora – sypią się, że trudno nadążyć z zapisywaniem. Tak było zaraz po nagraniu poprzedniej płyty. Właśnie wracałem busem z końcowych miksów ze studia w Niepołomicach i nagle wypływają słowa – tylko notować. Jakby ktoś dyktował. Napisałem wtedy trzy teksty…
Ten numer pierwszy raz wykonaliśmy na koncercie na statku. Spacerowy statek po Wiśle, dwie kapele… Organizacyjnie to wyszło średnio, ale teraz pamięta się tylko te dobre rzeczy. Trzymaliśmy go na koniec. Mało brakło, a byśmy go nie zagrali – przybiliśmy już do brzegu i zawiadowca wyłącza prąd i zamyka las – koniec zabawy! Ale uproszony pozwala na jeszcze pięć minut. I ruszamy… Szaleństwo – ludzie chcą roznieść stateczek; kapitan przerażony, statek się rozkołysał, a Arek Bąk w zapale zajebał pięścią w sufit aż wgiął blachę. Teraz, wedle recepty Hitchcocka koncerty zaczynamy właśnie tą piosenką.

Ex Pert

na kamiennych tablicach
wykute prawa nadaremno
nie zabijaj
chyba że innych bogów przede mną


< WSTECZ | DALEJ >