Midas

Ten numer był przez wiele lat naszym sztandarowym utworem. Doskonała kompozycja Marka – ciężki, a kołyszący, swingujący temat, pozwalający, a wręcz prowokujący wycieczki wszystkich innych instrumentów. To był czas, kiedy Marek pracował z wielośladem. Nagrywał główną partię i dorabiał do tego jeszcze ze trzy basy i bóg wie ile gitar. To wtedy narodziła się myśl o drugiej gitarze. To jeden z tych numerów, w którym istniejący już tekst skleił się z muzyką natychmiast. To była właściwie jedna próba.
Na płycie zaczyna się brzęczącą, wirującą monetą. Próbowaliśmy całego zestawu monet; bilon z całej okolicy, wszystkie nominały. Nawet wycofane z obiegu i zabytkowe… Żadna nie brzęczała wystarczająco dobrze. Aż przypomniałem sobie o mojej monecie talizmanie – w trakcie robót w Niemczech odkopując fundamenty wokół domu znalazłem monetę. 25 pesetas z 1957 r. Z wywierconą dziurką na rzemyk. Musiał zerwać się z szyi hiszpańskiego gastarbeitera. Czułem z nim dziwne pokrewieństwo… Mam tę monetę do dziś.
A „Midasa” gramy też zawsze jako próbę dźwiękową przed każdym koncertem. Jeżeli słyszymy się nawzajem przy nim, to jest duża szansa, że tak będzie z resztą.

 

świat pod słońcem złotej monety
pulsuje chorym rytmem giełd
midas rozciąga złote sieci
liżesz z pokorą jego dłoń

świat pod słońcem złotej monety
świątynie banków papierowej krwi
midas zaciera złote dłonie
wyciekasz mu między palcami


< WSTECZ | DALEJ >