In

To był numer, którym przez długi czas zaczynaliśmy koncerty (dziś czasem też tak robimy). Tytuł to gra słów między instrumentalnym początkiem (intro), a czymś w środku (in). Kiedy byłem wściekle zbuntowanym nastolatkiem, prowadziłem z mamą długie dyskusje. Ona, w odróżnieniu od ojca, który wygłaszał nie znoszące sprzeciwu i zupełnie nieskuteczne tyrady – rozmawiała. Dopiero po latach zrozumiałem, że prowadziła mnie w tych dyskusjach za rękę jak dziecko. Którym notabene byłem. I robiła mi często taki numer, że zacietrzewionemu kogucikowi zadawała jedno celne pytanie. Jak Sokrates. Oczywiście nie zgadzałem się! Bo co Ona tam wie! I co rozumie! Szedłem z tym pytaniem do swojego pokoju i boksowałem się ze sobą. I gryzła mnie wściekłość. Że… mama miała rację.
Uważam, że to był najlepszy sposób na dotarcie do mnie. Bicie, kary i umoralniające gadki stosowane przez ojca tylko utwardzały mnie w tym co robiłem. A to, że nie skończyłem jako kryminalista – zawdzięczam Jej. To jaki jestem w ogóle – zawdzięczam Jej. To Ona podsuwała mi całe góry książek, zaprowadziła mnie do Muzeum Narodowego, gdzie później uciekałem na wagary. I była większym punkowcem niż niejeden irokez! To był mój instrumentalny początek wewnątrz…
Jedno celnie zadane pytanie, na które człowiek musi odpowiedzieć sobie sam, może zmienić życie. Mamo – chociaż stale ze mną jesteś – bardzo mi Ciebie brakuje…

Ex Pert

składam ci w głowie kukułcze jajo
i już nigdy nie będziesz ten sam
od dziś będziesz płonąć jak żyrafa
jak ci się podoba ten stan?


< WSTECZ   |   DALEJ >