12:05

Tym riffem zachwyciłem się od razu. Tym razem Marek przyniósł jeden, konkretny i już „zorganizowany” w cały numer. Skleił się też z tekstem bez problemu. Właściwie był gotowy na jednej próbie, później jeszcze tylko dokrętki i szczegóły. Utwór na koncertach (i na płycie) zaczyna się przeciągłą syreną alarmową. Gdzieś w szpejach starych, opuszczonych magazynów Żółw wynalazł przenośną syrenę. Kręciło się korbą a ona wydawała przeraźliwy modulowany dźwięk zależny od szybkości kręcenia.
Tak jak gdzieś już pisałem – sesja nagraniowa tej płyty niosła ze sobą konsekwencje nie tylko muzyczne. To tam i wtedy pierwszy raz zobaczyłem moją ukochaną, przywiezioną na chwilę do studia przez Żółwia. Uciekałem do innych pomieszczeń, ze strachu że się zakocham. A po co mi ten ból? Skoro i tak nie mam najmniejszych szans? A ona chodziła za mną i patrzyła tymi swoimi oczyskami…
Później okazało się że urodziła się dokładnie o 12:05…..

 

jest pięć po dwunastej
już każdy wie
ktoś odliczył na wspak od dziesięciu
jest pięć po dwunastej
już każdy wie
kurtyna opadnie w pół słowa i pół gestu

jest pięć po dwunastej
ale czas nie ma sensu
modlitwa zgrzyta jak styropian po szkle
jest pięć po dwunastej
generał jest blady
szczury nie uciekną, nie mają gdzie…


< WSTECZ | DALEJ >