Powiedziałem

Inkwizycja - PowiedziałemTak jak już wiele razy o tym pisałem – ten singiel, pierwsza publikacja po reaktywacji – to była próba. Bardziej dla nas niż dla czegokolwiek innego. Spotkaliśmy się ponownie po kilku latach, doszli nowi ludzie (jeszcze się w międzyczasie w ramach docierań kilka razy zmieniali). Nie wiedzieliśmy, czy nasza propozycja jest w ogóle sensowna. To znaczy wiedzieliśmy, że jest to co najmniej dobre, ale czy potrafimy zrobić to tak, by było tak jak wiemy że ma być? Tak jak to sobie wymarzyliśmy? Mieliśmy z tym złe doświadczenia – żadna z dotychczasowych płyt nie brzmiała tak jak chcieliśmy. A druga i najważniejsza rzecz – każdy zespół to zbiór osób, gustów i dążeń. To, że byliśmy w jednej kapeli nie gwarantowało jednomyślności! A demokracja, która u nas panuje mogła zadziałać zabójczo. Prócz tego to miała być pierwsza produkcja w Studiu 3akram u Nastiego. Różne wektory dążeń mogły uniemożliwić cały projekt. Bo na próbach czy nawet na koncercie po prostu się gra – jak najlepiej się umie i na ile pozwalają sprzęt i umiejętności. Ale taśma to jest praca nad konkretem – utwór JEST. Jako byt materialny. I możesz go teraz kształtować jak bryłę gliny. Możesz ulepić dzban, dwojaka albo miskę. Możemy mu nadać brzmienie takie albo śmakie, pójść w takim albo innym kierunku. Przestrzeń i plany, barwa, proporcje poszczególnych instrumentów… Każdy może mieć inne zdanie i gusta. Inną wizję tego, w którą byśmy mieli stronę podążać.

Nie pomagała sprawie nabrzmiała sytuacja z naszym basistą i ówcześnie przyjacielem – Żółwiem. Ostatecznie odszedł właśnie wtedy, a jego partię musiał nagrać na szybko i świeżo przychodzący właśnie Bunio. Okazało się, że normalne w takich sytuacjach przepychanki trwały zdumiewająco krótko i uzyskaliśmy konsensus. Okazało się, że jesteśmy bardziej zgodni w tym co chcemy niż nam się zdawało.

A singiel gościł jeszcze długi czas na listach przebojów w Wenezueli i Mozambiku.


DALEJ >